niedziela, 20 sierpnia 2017

[92] Cała prawda o portugalskim autostopie


Nie od dziś wiadomo, że ludzie południa charakteryzują się nieco bardziej wyluzowanym podejściem do życia, większą otwartością i ogólnie permanentnie lepszym humorem. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego tak jest, choć od pewnego czasu skłaniam się ku teorii, że to wszystko sprawka słońca – jak wiadomo, wzmaga ono produkcję witaminy D, która ma zbawienny wpływ na człowieka. Przy jej odpowiednim poziomie człowiek jest szczęśliwszy i lepiej się czuje, więc dedukuję, że dzięki temu optymistyczniej i życzliwiej podchodzi do ludzi wokół.

Ma to swoje zasadnicze plusy. Na przykładzie ostatniego pół roku spędzonego w Portugalii mogę powiedzieć, że życie wśród ludzi otwartych i wiecznie uśmiechniętych jest bardzo przyjemne. Możecie mi wierzyć – Portugalczycy nie mają najmniejszych problemów z nawiązywaniem kontaktu z obcym człowiekiem. Przez niemal sześć miesięcy średnio co drugi dzień zagadywał nas ktoś obcy – czy to w parku, czy na ulicy, czy podczas przerwy w pracy, kiedy siedziałyśmy w pomarańczowym zagajniku. Zwykle wywiązywała się z tego naprawdę długa i interesująca konwersacja.

Na początku nie byłam jednak pewna, czy portugalskie podejście do życia będzie miało odzwierciedlenie w kwestii autostopu. Wszak Hiszpanie również są otwartym narodem, jednak o hiszpańskim autostopie naczytałam i nasłuchałam się tylko kiepskich opinii. Że nie chcą brać, że utknąć w Hiszpanii to najgorsze co może zdarzyć się podczas podróży. No ale w końcu kto nie ryzykuje, ten nie ma, a kto nie próbuje, ten nie wie.


Mniej więcej w drugim tygodniu po przeprowadzce postanowiłyśmy zobaczyć Boca do Inferno. W tym celu pociągiem pojechałyśmy do miejscowości Cascais, znajdującej się około 30 kilometrów od Lizbony. Jednak jako że zwiedzanie poszło nam szybciej niż się spodziewałyśmy, postanowiłyśmy spróbować wrócić stopem – ot, żeby przetestować jego działanie w tym kraju.

Przy drodze stałyśmy jakieś 20 minut. W międzyczasie zatrzymały się chyba ze trzy czy cztery samochody, do których nie wsiadłyśmy tylko dlatego, że kierowcy jechali w innym kierunku. Do ostatniego samochodu wsiadłyśmy, a przemiła pani dopytywała jeszcze przy której linii metra w Lizbonie nas wysadzić, żeby było nam najbliżej do domu.

Kolejny wyjazd też ograniczał się do okolicy. Z tego co pamiętam, postanowiłyśmy pojechać stopem na Cabo da Roca. Ani razu nie stałyśmy przy drodze dłużej niż 10 minut.

Apogeum radości był wyjazd do Évory. Piętnaście minut na wylotówce z Lizbony i samochód – starsza pani, która nas zabrała, jechała do miejscowości znajdującej się kilkanaście kilometrów od naszego celu. Po drodze zatrzymałyśmy się na stacji benzynowej na kawę, za którą kategorycznie zabroniła nam zapłacić. Wysadziła nas w całkiem dobrym miejscu, w którym kolejny samochód złapałyśmy 5 minut później. Podobnie było następnego dnia, gdy ruszyłyśmy w drogę powrotną – tym razem pół godziny na wylotówce z Évory i samochód prosto do centrum Lizbony.

Biorąc natomiast pod uwagę początek naszej podróży powrotnej, można by odnieść wrażenie, że autostop w Portugalii wcale nie jest taki prosty i przyjemny. Co prawda z Lizbony znów wyjechałyśmy po jakichś 20 minutach, natomiast później stałyśmy przy drodze niemal trzy godziny. Trochę kiepsko, no nie? Ze wstydem muszę jednak przyznać, że była to tylko i wyłącznie nasza wina… Nasz pierwszy kierowca jechał do miejscowości po drugiej stronie mostu, która średnio była na trasie najbardziej optymalnej dla nas. Wsiadłyśmy jednak, niewiele myśląc i zachłystując się świadomością, że przynajmniej się ruszymy. Pech chciał, że 98% ludzi przejeżdżających przez tę miejscowość jechało… do Lizbony. Trzy godziny przy drodze nie znaczyły wcale, że nic się nie działo. Gdzie tam! Samochody zatrzymywały się przy nas średnio co 5-10 minut. I naprawdę każdy z kierowców chciał nam pomóc! To my nie chciałyśmy wracać się do Lizbony, bo było to bez sensu.


Nie jestem zbytnią fanką uogólniania. Przed autostopową podróżą po Włoszech tyle się przecież naczytałam, że autostop we Włoszech działa tragicznie. Okazało się, że jedyną nieprzyjemną rzeczą w tej kwestii jest policja, która autostopowiczów zdecydowanie nie lubi; ludzie natomiast są w większości przemili i bardzo pomocni, chętnie się zatrzymują i niejednokrotnie nadrabiają drogi.

Dlatego też nie chcę stwierdzać jednoznacznie: autostop w Portugalii jest super. Mam kolegę, który z każdą naszą autostopową wyprawą nie mógł się nadziwić, dlaczego tak łatwo nam idzie – on za każdym razem miał pecha, przez co najpierw stał długie godziny przy drodze, a ostatecznie i tak musiał iść na autobus. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że Portugalczycy są bardzo przyjaźnie nastawieni do tej formy transportu. Gdybym znów miała wybrać, wróciłabym do Polski dokładnie w taki sam sposób; nawet ze świadomością, że nadrobiłyśmy kupę kilometrów, przemierzając samą Portugalię. Z tak życzliwymi i otwartymi ludźmi warto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz