poniedziałek, 22 grudnia 2014

[27] Co Ci w drodze gra?


Nie wiem kto z Was ma w zwyczaju posiadanie przy sobie słuchawek i odtwarzacza muzycznego niemal 24/7, choć przypuszczam, że zdecydowana większość. Ja nie mam, mimo że kocham muzykę z całego serca. Gdy jadę gdziekolwiek stopem, ulubione utwory trzymam tylko w głowie – jakikolwiek cud techniki wzięłabym ze sobą, jestem pewna, że zaginąłby prędzej niż zdążyłabym go użyć. Wystarcza mi nucenie pod nosem zapętlonego akurat w myślach utworu, ewentualnie darcie się na cały regulator, nie zawsze z pełną znajomością tekstu. Co dziwne, mam chyba zaprogramowaną w mózgu funkcję odpowiadającą za włączanie się hitów autostradowych w dobrym momencie, co skutkuje tym, że najczęściej podczas podróży tłuką mi się po głowie jedne i te same kawałki. Nie ma w tym właściwie tego złego; dzięki temu gdy mam okres stagnacji i siedzenie na tyłku w jednym miejscu, wystarczy, że włączę sobie odpowiednią playlistę, a wspomnienia i dobry humor przychodzą same. No więc co to najczęściej jest?

Jestem fanką grania, które w mojej głowie wpada w szufladkę „cygański punk, przy którym nie da się siedzieć w miejscu”. Nie da się. Do tego ten utwór ma świetne przesłanie, piękną energię, podoba mi się tekst, podoba mi się linia basu, fajnie się go śpiewa i kojarzy mi się tylko i wyłącznie fajnie i beztrosko.

Jaki utwór tak dobrze sprawdzi się podczas drogi jak utwór o drodze? :) Wersja Charlesa to klasyk, ale na równi cenię cover Acid Drinkers. Tekst jestem w stanie wyrecytować o każdej porze dnia i nocy, nawet nie umiem policzyć ile czasu spędziłam na śpiewanie tego z Zuzą podczas biegania po drogach.

Dziwna sprawa, ale za każdym razem, gdy stoję z wyciągniętym kciukiem dłużej niż 20 minut, Speedy samoczynnie przychodzi mi do głowy. Zawsze zaczyna się od tego niewinnego „lalala”, a potem już pozostaje filozoficzne pytanie: „why don’t ya come home, gdzie cię znów niesie?!”. W tym momencie kończy się moja znajomość tekstu, jednak utwór jest typowo autostradowy i naprawdę poprawia humor, gdy olewa mnie kolejny kierowca.

Odruchowo się zrywam za każdym razem, gdy słyszę Pasażera, bo jest moim komórkowym dzwonkiem od co najmniej dwóch lat, jednak niezmiennie wciąż zachwycam się tekstem tej piosenki. Nie wspomnę już o elektryzującym głosie Iggy’ego, wpadającej w ucho melodii i tym, że zawsze gdy mój telefon przestanie dzwonić, wszyscy znajomi, którzy akurat są w pobliżu przez następnych kilka minut nucą pod nosem „lala lala lalalala”. Kawałek tak bardzo podróżniczy, że prawdopodobnie bardziej się już nie da.

Pokażcie mi kogoś, kto umie nie uśmiechnąć się, choćby pod nosem, przy tej piosence; dopiero wtedy uwierzę, że to niemożliwe. Utwór maksymalnie wakacyjny i beztroski. Wniosek? Należy słuchać go właśnie w zimie; wystarczy włożyć słuchawki i zamknąć oczy, a obraz cudownej utopii w postaci chłodnego jeziora oblanego złocistym słońcem gdzieś na końcu świata pojawi się sam.

Dżordża i jego winy poznałam stosunkowo niedawno dzięki błogosławionej radiowej Trójce i od tego czasu ta piosenka skutecznie i korzystnie wpływa na mój stan psychiczny. Wystarczy, że podczas gdy siedzę na łóżku zawalona po uszy uczelnianymi notatkami zabrzmi przypadkiem w głośnikach; na dźwięk magicznego „what you waiting for?” pytam sama siebie: „no na co czekasz? Czemu się przejmujesz jakimś kolokwium, kiedy świat czeka?” I myślami już jestem w Afryce.

Podobno Amerykanie postrzegają muzykę country tak jak my postrzegamy disco polo, niemniej ten utwór Charliego zdecydowanie przypadł mi do gustu (co mogą potwierdzić moi współlokatorzy, którzy w okresie skrajnej fascynacji zmuszeni byli słuchać tego kawałka non stop przez kilka dni). Pokazałam go zresztą przy okazji posta o strachu. Tekst jest piękny, muzyka i instrumentarium przyprawiają mnie o ciary. No i chciałabym, żeby tak jak tego włóczęgę, nic nie zdołało mnie zatrzymać.

Będąc w Grecji ten utwór towarzyszył nam bez przerwy. Dosłownie. W końcu wszyscy po kolei prosili, żeby zmienić repertuar, nie słuchać, nie śpiewać, nie wspominać o All star. Łatwo mówić, gorzej zrobić – niemożliwym jest posłuchanie tej piosenki tylko jeden raz. Kojarzy mi się z cudnym słońcem, zapachem plaży i ogromem czasu. Idealna na drogę; w końcu nigdy się nie dowiesz, jeśli nie pójdziesz.

Tak naprawdę w ogóle nie lubię rapu. Z definicji. Z wyjątkiem tego, który mi się podoba i którego zdarza mi się słuchać. Ostrego nuci się ciężko, ale kawałek jest absolutnie elektryczny i wprawia w świetny nastrój, przynajmniej mnie. Słuchając go naprawdę chce mi się w moment wrzucić do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy i po prostu iść przed siebie, nieważne dokąd.

Z zespołem poznałam się ledwie tydzień temu, ale już wiem, że ten kawałek będzie moim nowym ulubionym utworem podróżowym. Oczarował mnie od pierwszego usłyszenia i do teraz nie mogę się od niego uwolnić. Choć tekst jest w ogóle nie w kontekście, to linia basu owinęła mnie sobie wokół palca (może wokół struny raczej), cudny rytm, ciekawa konwencja i ogólnie 10/10. Nic bardziej konstruktywnego nie jestem w stanie napisać, bo głos wokalisty brzmiący w tym momencie w moich słuchawkach za bardzo mnie rozprasza.

Mam taką kategorię piosenek, w stosunku do których używam określenia „hity szity”. Są to kawałki, które się zna, mimo darzenia ich prawdziwą niechęcią i w ogóle uważania za kompletny niewypał fonograficzny. Gdy po raz pierwszy usłyszałam Pursuit of happiness, prawie odruchowo wrzuciłam ją do worka hitów szitów, jednak postanowiłam ją stamtąd szybko wyłowić i włączyć jeszcze raz. I została. Mimo że w takim gatunku muzyki ani trochę nie gustuję, naprawdę lubię ten utwór, bo kojarzy mi się z fajnym czasem liceum, z letnimi ogniskami i zbieraniem świetlików do plastikowych kubków. Taka mała pogoń za szczęściem.


Nie wiem czy na kogokolwiek z Was zadziałają moje propozycje. Czy w ogóle się spodobają. Jednak mam taką malutką nadzieję, bo wydaje mi się, że gatunki i style muzyczne są tu na tyle przemieszane, że każdy znajdzie choć jeden kawałek nadający się na jego playlistę – czy to autostopową czy samochodową.


A może macie jakiś superhiper kawałek do dopisania do listy? :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza