wtorek, 28 marca 2017

[85] Kolorowe serce Alfamy - Feira da ladra



Wspominałam już, że ostatni czas był dla nas gorącym okresem. Nie chce mi się nawet wnikać w szczegóły, ale przeżyłyśmy sporo stresu. Dzisiaj rano po przebudzeniu z radością ujrzałyśmy słońce za oknem – nareszcie! Od kilku dni pogoda była paskudna:  wiało, padało i było (jak na tutejsze standardy) naprawdę zimno. Postanowiłyśmy wykorzystać ten powiew wiosny – tym bardziej, że to jeden z ostatnich wolnych dla nas dni przed rozpoczęciem pracy.

Kiedyś jedna ze współlokatorek powiedziała nam o ogromnym flea market znajdującym się w Alfamie. Przypomniałam sobie, że faktycznie – czytałam kiedyś o takim targu. Miał się on odbywać tylko we wtorki i soboty. Czy mogło złożyć się lepiej?

Szybko wygooglowałyśmy potrzebne informacje. Feira da ladra, czyli w wolnym tłumaczeniu Targ Złodziejek. Nazwa ta po raz pierwszy zanotowana została jeszcze w XVII wieku, lecz niektóre źródła podają, że jego początki sięgają aż XII wieku. Kawał historii!

Żeby dotrzeć na Feira da ladra najlepiej dojechać na koniec niebieskiej linii metra – stacja nazywa się Santa Apolónia. My przeszłyśmy się stamtąd na piechotę; chociaż Alfama jest dzielnicą położoną na wzgórzu, a co za tym idzie – każda z ulic jest wyjątkowo stroma, jest to tak urocza i kolorowa okolica, że spacer po niej to sama przyjemność. Po wdrapaniu się na górę pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to Panteão Nacional – przepiękny budynek, który w każdą pierwszą niedzielę miesiąca można zwiedzić za darmo. Kilka metrów wyżej rozciąga się on – jeden z najbardziej kolorowych targów, jakie miałam okazję odwiedzić!



Nie od dziś wiadomo, że na flea marketach można kupić wszystko. Taka ich uroda. Jednak to wszystko, które dzisiaj zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Ceramika, wanny, magnesy, breloczki, wszelka elektronika: począwszy od ładowarek, poprzez radia i selfie sticki, skończywszy na starych i niewątpliwie używanych pilotach do telewizorów. Biżuteria, książki (nie tylko po portugalsku, a do tego niektóre tylko za pół euro!), płyty CD, jak i winylowe (włączając to stoiska sprzedające tylko i wyłącznie płyty z fado). Ubrania (nowe i stare), znaczki pocztowe, monety, okulary, dziwne szklane ryby, zabawki, antyki... Jestem niemal pewna, że gdy pomyślicie o dowolnej rzeczy, okaże się, że można ją kupić na Feira da ladra. Nie sprzedaje się tu chyba tylko zwierząt.











Same też zresztą nie wyszłyśmy z pustymi rękoma. Jakiś czas temu dywagowaliśmy w mieszkaniu na temat kupna blendera. Ustaliliśmy, że gdy ktoś zobaczy jakąś fajną promocję na takowy sprzęt, kupi go i później się za to rozliczymy. Teraz wyobraźcie sobie taką sytuację: z wielkimi uśmiechami przemierzamy targ dyskutując na temat rzeczy, które można na nim znaleźć.

- Stara, no ja nie wierzę. Przecież tu jest wszystko! Tu leżą jakieś zabawki, tu możesz kupić pieniądze za pieniądze, tyle różnych książek, a nawet…

- …a nawet blender!  - skończyła moją myśl Zuza, choć patrzyła akurat na zupełnie inne stoisko niż ja.

Zapytałyśmy o cenę: 5 euro za blender, który wygląda trochę jak z innej epoki, ale pan sprzedawca twierdził, że działa. Wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy, że na Feira da ladra śmiało można próbować się targować; zresztą przy takiej kwocie za niezbędny nam do mieszkaniowego życia sprzęt nawet nie przyszło nam to do głowy.

Moje zdanie na temat fantastyczności (czy istnieje w ogóle takie słowo?!) tego miejsca wzrosło do nieskończoności, kiedy odkryłam dokąd udał się tajemniczy człowiek z kontrabasem, który mijał nas chwilę wcześniej.

Tylko jedno ciśnie mi się na klawiaturę: how cool is that?!

Jestem absolutnie zachwycona tym miejscem. Zdjęcia nie są w stanie w pełni oddać tego gwaru i kolorowej różnorodności. Dodatkowo fakt, że targ odbywa się właśnie w Alfamie dodaje mu mnóstwo uroku.


Jeśli będziecie kiedyś w Lizbonie, koniecznie zajrzyjcie w to miejsce. Przeniesiecie się na chwilę lata wstecz i poczujecie ducha stolicy Portugalii sprzed lat. Na pewno nie pożałujecie!














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz