sobota, 28 lutego 2015

[38] Hiszpania: wszystkie wąskie uliczki Granady


Lubię miejsca zwykłe. Fanką muzeów też nie jestem. I chociaż zawsze miło jest zobaczyć osławiony zabytek znany ze zdjęć, który na żywo (przeważnie) robi jeszcze większe wrażenie, moim ulubionym zajęciem podczas pobytu w każdym nowym miejscu jest szwędanie się uliczkami, na których nie jest postawiona ani jedna kropka z listy „must see”. Wchodzenie do sklepów z lokalnymi wyrobami, chodzenie po parkach, górach, mostach i wszystkim tym, co dla tubylców jest zwyczajnym elementem krajobrazu; miejscami, które mijają codziennie w drodze do pracy.







Granada w szczególności zachwyciła mnie swoimi wąskimi i uroczymi uliczkami. Codziennie podczas gdy dziewczyny były na uczelni, zostawiałam mapę w mieszkaniu i szłam na spacer w miejsce, którego jeszcze nie odwiedziłam. Zaułki, obdarte kamieniczki, kolorowe ściany i małe okienka. Gdzieniegdzie pomysłowe graffiti. Wszystko to nadaje Granadzie niesamowity klimat, a gdy zboczy się z głównej, zatłoczonej ulicy w jakąkolwiek mniejszą, czas zdaje się zwalniać dwa razy. W powietrzu czuć zapach mieszanki owocowych herbat, z małej knajpki płyną rytmy flamenco, a Hiszpanie niespiesznie spacerują z uśmiechem na ustach.










To właśnie jest w podróżowaniu najfajniejsze. Owszem, super móc się pochwalić zdjęciem z dziedzińca Alhambry. Myślę, że większość rodowitych mieszkańców Granady by tego nie zrobiła, bo nawet nigdy tam nie była. Jednak dla mnie o wiele lepszy i mocniejszy efekt daje podążanie tym samymi ścieżkami co lokalsi; za ładny uśmiech nietrudno wkupić się w ich łaski, a jakże satysfakcjonujący jest obiad w lokalnej, zupełnie nieturystycznej knajpce z równie nieturystycznymi cenami, za to pysznym jedzeniem.








Na koniec filmik, z nadzieją, że kogoś zainteresuje i pomoże oddać klimat miasta.
Filmowiec ze mnie jak z koziego zadka trąba, więc z przymrużeniem oka ;)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza