niedziela, 19 października 2014

[18] Starość to nie frajerstwo.

Panuje niepisana moda popełnianie wpisów podsumowujących życie/plany/marzenia/cholera-wie-co-jeszcze w jakimś znaczącym dniu. Jeśli jest to, na przykład, dzień w którym mija rok, odkąd wyruszyłeś w rejs po Atlantyku, powinieneś wypisać 12 rzeczy, które robiłeś po raz pierwszy, opisać 12 zapierających dech w piersiach widoków, podać 12 obrzydliwych rzeczy, które podczas wyprawy jadłeś, a następnie zdradzić 12 planów, które chcesz zrealizować w najbliższym czasie (zamiast liczby 12, która jest odniesieniem do miesięcy (tak jakby ktoś jednak nie załapał) ambitniejsi mogą analogicznie posłużyć się liczbą 365, ale to już robota na kolejny rok). Przecież nie mogę być gorsza.

Niemniej jednak, brak mi pomysłu. Nie mam jeszcze na koncie niczego niesamowitego i rozwalającego na łopatki. Jeżdżę, bo lubię i chcę; dreduję, bo lubię i umiem; piszę tu coś czasem, bo chcę i mogę. Nie przepadam za to za fałszywą skromnością, toteż nie mam najmniejszej ochoty z nieśmiałym uśmiechem mówić „ach, w tym roku zrobiłam tylko kilka tysięcy kilometrów stopem, przecież to nic takiego, każdy tak ma”. Wiem, że wcale nie każdy i jestem bardzo dumna z każdego, najmniejszego nawet, choćby i dwudniowego wypadu. Daleko mi do ludzi, którzy wyjeżdżają na rok czy dwa lata, każdego miesiąca pokonując kilkadziesiąt tysięcy (!) kilometrów, poznając od groma świetnych ludzi, mają przygody, które brzmią, jakby mogły wydarzyć się tylko w filmie. Ale wcale nie jest mi z tego powodu przykro; nie chcę za szybko podbijać świata, bo co zostanie mi na później? Mimo tej brzydkiej dwójki z przodu planuję żyć długo, a na ten moment wystarczającym komplementem jest dla mnie spojrzenie kolejnego poznanego na trasie kierowcy tira, pełne podziwu i respektu, potwierdzone słowami „Wszystko autostopem? O kur…cze. Szanuję takie odważne kobiety, naprawdę, szacun”.

Nadal jednak nie zmienia to faktu, że nie ma w tym wszystkim aż tyle odwagi co u osób podróżujących samotnie. Czasem konfrontuję tę kwestię sama ze sobą i myślę sobie: kurcze, Magda, bo tobie to się czasem wydaje, że niewiadomoco robisz, a to wszystko jest takiej jakości dosyć średniej na jeża. Na szczęście po chwili sprowadzam sama siebie na ziemię i – idąc przykładem Laski z „Chłopaki nie płaczą” – zadaję sobie jedno ważne pytanie. Dlaczego zawsze podróżuję z kimś? Bo LUBIĘ. Bo jestem cholernym ekstrawertykiem i potrzebuję z kimś rozmawiać, śpiewać, śmiać się i mieć towarzystwo. Bo po prostu mam świetnych przyjaciół i uwielbiam spędzać z nimi czas w każdy możliwy sposób. Dlatego właśnie nie mam parcia na udowadnianie ani sobie ani nikomu, że jestem „o taaaaaaka odważna i pojadę sama do Zimbabwe”. Pewnego dnia na pewno dojrzeję do dłuższej, samotnej wyprawy, ale to  jeszcze nie czas. Jeszcze jestem piękna i młoda, nawet mimo tej brzydkiej dwójki z przodu.

W kwestii braku pomysłu do popełnienia egzaltowanego postu nic się nie zmieniło. Nie chce mi się znów wymieniać miejsc, które odwiedzę ani tworzyć „listy dwudziestu niesamowitych rzeczy, które na pewno zobaczę zanim zero za tą brzydką dwójką zamieni się w brzydką jedynkę”. Przecież nawet nie wiem gdzie ostatecznie pojadę w najbliższym czasie (tak, jeszcze wczoraj na facebooku pisałam, że to będzie Ryga, jednak minęło już prawie 36 godzin od tej decyzji, a przecież kobieta zmienną jest), a połowa moich wyjazdów jest uzależniona od tego dokąd akurat będą najtańsze bilety lotnicze lub od godzin rektorskich na uczelni. Poza tym dwadzieścia to już dużo. Gdybym kończyła dopiero 5 lat, to mogłabym przemyśleć stworzenie takiej listy, ale dwadzieścia? Komu to się chce czytać? No i po co, skoro zmieniłaby się później co najmniej tysiąc razy?
Beskid Mały, Chatka pod Potrójną.
Jedno z najmilszych i najbardziej
klimatycznych miejsc na Ziemi.
(a przynajmniej w Polsce)

(Tutaj, czytelniku, wpisz sobie jakieś pełne patosu zdanie, które dobrze podsumowałoby powyższą paplaninę. Ja nie mam na nie pomysłu, a poza tym trochę zgłodniałam przez to bycie dwudziestolatką.)

poniedziałek, 13 października 2014

[17] Krótki referat o mieście parkami stojącym.

Nie będę tym razem dużo pisać, bo to tylko 2 dni. Za to najbardziej jesienne, jakie tylko mogłam sobie wymarzyć. Autostopem do Łodzi, a tam kolorowe liście, pachnące parki, piękne murale, szwędanie się do woli i bez poczucia, że goni mnie czas. Czas miałam absolutnie na wszystko. No i cudny Festiwal Światła na deser. Dzisiaj stawiam na fotorelację, jednak nie mogę zapomnieć o kilku rzeczach zdecydowanie wartych wspomnienia.
1. Ponownie sprawdziło się, że czasem lepiej trochę pobłądzić i poczekać chwilę dłużej na okazję – u mnie w większości przypadków oznacza to, że kierowca będzie świetnym człowiekiem. Tym razem najpierw poznałyśmy z Kamą przesympatyczną kobietę, która podrzuciła nas na A1, nadrabiając kilometrów. Następnie kilka godzin w tirze z Piotrkiem (o koszmarny korek za Częstochową), od którego dostałyśmy odblaskową kamizelkę („żeby was coś nie trzasnęło na drodze”), mapę Finlandii i propozycję kilkudniowego wyjazdu w trasę do tejże (traktujcie to jako mały spoiler :) ). Kolejny kierowca został wylosowany na CB radiu spośród tłumu chętnych, odjeżdżających z Portu Radomsko. Trójka Wspaniałych – tak określiłabym tę drogę.
2. Służba Autostrad wcale nie jest taką znów bandą ignorujących leniwców. Przekonałyśmy się o tym, gdy po przejściu blisko 4 km wzdłuż A1, będąc 500 m od stacji benzynowej, na którą zmierzałyśmy, zatrzymał się przy nas biały samochód, a ze środka wyjrzał groźnie wyglądający facet, pytając ostro co tu robimy. Kama zbladła i zaniemówiła, a mi z kolei włączył się totalny słowotok. Facet na szczęście nabrał się na nasze urocze uśmiechy i błagalny wzrok i kazał szybko iść na tę nieszczęsną stację. Jak na ironię – gdy musiałam przebiegać w poprzek autostrady w Chorwacji czy iść tunelem w Czarnogórze, nie znalazła się żadna służba, która by mnie stamtąd zgarnęła.
3. Nie taka Łódź straszna jak ją malują! (choć malują akurat bardzo ładnie)
4. …chociaż po jej ulicach nocą snują się transwestyci, którzy czasem potrzebują się upewnić, że ładnie wyglądają, pytając o to niewyspane i niebezpiecznie trzeźwe dziewczyny.
5. PKP umie być punktualne.
6. A bycie dzieckiem jest nadal super! :)


Pałac Poznańskich 






Off




 "Magda, masz zdjęcie ze starszym bratem!"

Szczęście x 3 :)




Kiedyś wrócę na dłużej.

piątek, 3 października 2014

[16] O czym pisze się na blogu podróżniczym, gdy się nie podróżuje?

No właśnie, o czym? O siedzeniu pod kocem  przy herbacie z cytryną i jedzeniu pysznego kremu kawowego? Nudy. Nie jeżdżę stopem na uczelnię; ba, po drodze z mieszkania na nią nie dzieje się absolutnie nic super ciekawego, mrożącego krew w żyłach ani zaskakującego. A jednak chciałabym o czymś napisać. O czym mogę?

Może o tym, że uwielbiam jesień.
Że o tej porze roku herbata z ulubionego kubka smakuje najlepiej.
Że po powrocie z Norwegii spodziewałam się ogromnego weltschmerza powrotowego, tymczasem przeszło bardziej gładko niż się spodziewałam.
Że cieszą mnie liście na ulicy.
Że niedługo znów pojadę w góry i bardzo się tym jaram.
Że czasem lubię schować moje adhd do kieszeni i zamiast ratować świat, obejrzeć w łóżku Friendsów razem ze współlokatorkami.
Że dobrze mi tu, gdzie jestem.
Że mimo to wiem, że niebawem znów zacznie mnie nosić i będę chciała gdzieś pojechać.
Że muszę z tym zwolnić, bo znowu nie mam kasy.
Że przecież właściwie często jej nie mam, a mimo to daję radę robić to, co chcę.
Że pod żadnym pozorem nie mogę tknąć pieniędzy odłożonych do skarbonki, bo mają pomóc mi zrealizować inną podróż niż krótkotrwałe wypady dokądkolwiek.
Że zresztą i tak jest ich jeszcze za mało.
Że lubię, gdy z głośników sączy się leniwy blues.
Że marzy mi się odwiedzić jeszcze parę miejsc tej jesieni.
Że bardzo nie chcę zimy i marzę, żeby kiedyś spędzić Boże Narodzenie w miejscu, gdzie temperatura nigdy nie spada poniżej 25 stopni.
Że sprawia mi ogromną przyjemność opowiadanie o tym wszystkim, jeśli widzę, że odbiorcę naprawdę to interesuje.
Że radio jest najlepszym wynalazkiem ludzkości.
Że lubię móc.

Że przecież mogę.

Karkonosze, tegoroczna majówka.
Poranny widok z okna schroniska.
Tam wrócę.