czwartek, 24 sierpnia 2017

[94] Co zobaczyć na Azorach? - część pierwsza

Dzień 1

Do Ponta Delgada przylecieliśmy pierwszego dnia rano, jednak trochę czasu zajęły nam takie rzeczy jak odebranie samochodu z wypożyczalni, wypełnienie wszystkich potrzebnych do tego dokumentów, znalezienie na mapie wynajętego mieszkania, zrobienie po drodze zakupów spożywczych na kolejne dni. Z kolei po przyjeździe do domku byliśmy tak głodni, że zgodnie uznaliśmy – najpierw obiad, potem zwiedzanie. Zostało nam do zagospodarowania pół dnia – postanowiliśmy wobec tego nie zapuszczać się na drugi koniec wyspy, a skupić się na atrakcjach znajdujących się względnie blisko.


#Miradouro de Santa Iria

Pierwszy punkt widokowy, który zobaczyliśmy. To z niego przy dobrej pogodzie roztacza się widok na całą wyspę São Miguel. Znajduje się na tak zwanym obszarze Porto Formoso.






#Porto Formoso

Chcieliśmy dostać się na wybrzeże, by zobaczyć Praia dos Minhos. Okazało się, że prowadzi do niej miła droga wzdłuż brzegu, dosyć kamienista. Plaża schowana jest za skałami, co niewątpliwie nadaje jej uroku.







#Miradouro da Bela Vista

Zatrzymaliśmy się tam po drodze na Miradouro da Lagoa do Fogo. Pierwotnie to właśnie był nasz cel – z wysoko położonego punktu widokowego chcieliśmy zobaczyć słynne Jezioro Ognia. Jednak okazało się, że chmury otuliły calutką górę, na której znajduje się Miradouro da Lagoa do Fogo. Nie było jednak tego złego – zatrzymaliśmy się po drodze na Miradouro da Bela Vista, z którego rozciąga się równie piękny widok. Dodatkowo, to właśnie w drodze na Bela Vista mieliśmy okazję podziwiać najpiękniejszy zachód słońca podczas całego pobytu.






#Caldeira Velha

Słyszeliśmy o tym parku tyle, że znajdują się tam naturalnie występujące gorące źródła. Wybraliśmy chyba najlepszą porę – pojechaliśmy tam wieczorem, gdy niemal nie było już ludzi.
Wstęp do parku kosztuje 2 euro od osoby. Istnieje też opcja kupienia biletu rodzinnego – przy minimum czteroosobowej rodzinie – który kosztuje 4 euro. Nie omieszkaliśmy porozmawiać z panem w kasie i bardzo miło i kulturalnie przekonać go, że dobra karma wróci do niego, gdy sprzeda naszej czwórce bilet rodzinny. W końcu uległ!

Do gorących źródeł prowadzi alejka, która z dwóch stron obrośnięta jest gęstą roślinnością. Wielkie, zielone drzewa, palmy i trochę mniejsze paprocie tworzą naprawdę bajkowy klimat, szczególnie jeśli dodać do tego nieśmiało przebijające się przez liście wieczorne słońce.
Park jest świetnie przystosowany do turystów. Przy źródłach znajduje się bezpłatna toaleta, prysznice oraz przebieralnie, jednak całość nie sprawia wrażenia miejsca przejętego przez człowieka. Baseny stworzone zostały przez naturę, nie znajdziecie tam betonowych zabezpieczeń czy metalowych drabinek.

Są dwa główne baseny: jeden większy, z trochę chłodniejszą wodą i wodospadem (również ciepłym), a drugi mniejszy, za to z wodą, którą określiłabym jako naprawdę bardzo ciepłą. Oprócz nas na miejscu było tylko kilka osób, które zresztą szybko postanowiły opuścić źródła, jako że zaczął padać lekki deszcz. Nam nie przeszkadzało to ani trochę – siedzieliśmy po uszy zanurzeni w wodzie, otoczeni zielenią, a jedynym towarzyszącym nam dźwiękiem było świergotanie ptaków.









Dzień 2


#Lagoa do Canário

Prowadzi do niego raczej krótki szlak w lesie. Kiedy tam dotarliśmy, pogoda była niezbyt przyjemna – padał deszcz, a w powietrzu snuła się mgła (a może to była nisko zawieszona chmura?). Paradoksalnie, właśnie dzięki takim warunkom odebrałam Lagoa do Canário jako bardzo magiczne miejsce: schowane w lesie, zamglone, tajemnicze.

Na Azorach jeziora mają różne kolory – od głębokiego błękitu, przez jasnoniebieski, po wszystkie odcienie zieleni. Myślę, że to właśnie dzięki temu oglądanie ich w ogóle się nie nudzi!





#Lagoa de Santiago

Najbardziej zielone jezioro, jakie mieliśmy okazję zobaczyć. Znajduje się w kraterze powulkanicznym, toteż z każdej strony otoczone jest stromymi, zalesionymi zboczami. Zasadniczo tuż obok niego jest punkt widokowy, z którego bardzo dobrze je widać, jednak my postanowiliśmy spróbować zejść trochę bliżej wody. W dół nie prowadzi żaden szlak, za to znaleźliśmy wąską, wydeptaną ścieżkę. Nie doszliśmy co prawda na sam dół, bo zaczynało coraz mocniej padać, przez co błoto i kamienie niebezpiecznie uciekały nam spod stóp, jednak warto było zejść choć ten kawałek.





#Miradouro do Cerrado das Freiras

Punkt, z którego roztacza się przepiękny widok na jeziora Sete Cidades – Lagoa Verde i Lagoa Azul.



#Lagoa das Sete Cidades

Po zobaczeniu jezior z poziomu miradouro, warto udać się na dół w celu przejechania się drogą poprowadzoną między jeziorami.



#Monte Palace

Z drogi na jeziorach Sete Cidades zobaczycie na pewno sporych rozmiarów górę. Na samym jej szczycie znajduje się jedno z miejsc, które podobało mi się na Azorach najbardziej – opuszczony hotel. Kiedyś pięciogwiazdkowa noclegownia dla dzianych turystów, dziś straszący przyjezdnych, niszczejący moloch. Wybudowany był jeszcze w latach 80., działał jedynie kilka lat, po czym zbankrutował. Czemu – nie mam pojęcia, nigdzie nie mogę znaleźć informacji na ten temat.

Hotel nie jest strzeżony. Nie ma ochrony ani kamer, więc śmiało można wejść do środka. Budynek robi wrażenie jak z horroru, a unosząca się zwykle dookoła mgła tylko potęguje niepokój. Odpadający ze ścian tynk, miejscami kapiąca ze stropu woda, zniszczone pozostałości wykładzin, a w niektórych miejscach graffiti – wszystko to jest imponujące, a zarazem nieco przerażające.

Naszym celem jednak było znalezienie wejścia na dach! Od znajomych, którzy byli na Azorach przed nami, słyszeliśmy, że rozpościera się stamtąd najpiękniejszy widok na Sete Cidades na całej wyspie. Szybko przekonaliśmy się o prawdziwości tego stwierdzenia. Co lepsze, pogoda postanowiła być dla nas łaskawa – choć w momencie, gdy weszliśmy na dach, jeziora były ledwo widoczne zza mgły, szybko zerwał się wiatr, który ją przepędził, ukazując nam zapierający dech w piersiach krajobraz.
















#Miradouro da Ponta do Escalvado

Co tu dużo mówić – całkiem ładny punkt widokowy!




#Ponta da Ferraria

To w tym miejscu spędziliśmy tego dnia chyba najwięcej czasu. Ferraria to miejsce ukryte za wielkimi, czarnymi, skalistymi górami. Jedzie się tam wąską, bardzo stromą i bardzo, bardzo krętą drogą. Za to gdy się już dojedzie, krajobraz zmienia się na iście księżycowy. Czarne, ostre, powulkaniczne skały i wzburzony ocean, do którego wpada gorąca woda spływająca z gór. Dwa odcienie – ciemny i głęboki kolor zimnej morskiej wody i jasnobłękitny kolor niemal wrzących źródeł – w tym właśnie miejscu łączą się, tworząc piękne widowisko. Ziemia dookoła jest ciepła, dosłownie parująca.

Tuż obok znajdują się termy na świeżym powietrzu, wykorzystujące oczywiście ciepłe podziemne źródła. Moim zdaniem nie ma jednak sensu płacić za wstęp – wystarczy przejść się kawałek dalej, by ujrzeć całkowicie naturalnie ukształtowane w skałach baseny! Zamontowano tam drabinkę, by ułatwić zejście do oceanu. Woda jest raz lodowata, raz bardzo ciepła, przez co i rusz wpadającą do basenu źródlaną wodę. A po czarnych skałach chodzą całe wielkie rodziny krabów. Ferraria skradła moje serce w stu procentach!











Wszystkie zdjęcia są autorstwa Kamili Szczuczko, Zuzanny Długosz, Magdy Futymy i Kirila Kozlenko.
Różnice w kolorach i jakości spowodowane są tym, że część zdjęć wykonana została lustrzanką, część natomiast aparatami w telefonach.

środa, 23 sierpnia 2017

[93] Azory - praktyczny poradnik jak zorganizować podróż


Zwlekałam z zabraniem się za relację z Azorów z tego względu, że nie bardzo wiedziałam jak ją ugryźć. W końcu, po gruntownym przeglądnięciu wszystkich notatek, które robiliśmy podczas podróży, zdecydowałam się rozpisać naszą trasę dzień po dniu – w końcu nie było ich tak znowu wiele! Na szczęście ktoś z nas wpadł na fantastyczny pomysł, by zapisywać nazwy miejsc, które odwiedziliśmy i pokrótce opisywać, co tam zobaczyliśmy. A możecie mi wierzyć, że było co oglądać, oj było!

Jednak na dobry początek częstuję was garścią informacji praktycznych, z którymi – mam nadzieję – łatwiej wam będzie zorganizować swoją własną podróż na Azory.


Podstawowe info

Azory to archipelag dziewięciu wysp położonych pośrodku Oceanu Atlantyckiego, około 1500 km w linii prostej od wybrzeża kontynentalnej części Portugalii. Są to wyspy pochodzenia wulkanicznego, a obszar jest wciąż aktywny sejsmicznie, co skutkuje obecnością pól geotermalnych, gorących źródeł, gejzerów, wulkanów i innych tego typu rzeczy.

Największa wyspa, São Miguel, jest naprawdę niewielka – zaledwie 90 kilometrów długości i 15 kilometrów szerokości.



Przed wyjazdem

Lecieliśmy Ryanairem, z Lizbony do Ponta Delgada – stolicy archipelagu, znajdującej się na wyspie São Miguel. Za lot w dwie strony zapłaciliśmy po 50 €; była to jednak połowa czerwca, a więc sam środek sezonu. Poza nim można dorwać bilety nawet za 20 € tam i z powrotem.

Na miejscu postanowiliśmy wynająć samochód – była nas czwórka, więc uznaliśmy, że koszty sensownie się rozłożą. Samochód zarezerwowaliśmy w EuropCar. Wypożyczalnię mieliśmy wcześniej sprawdzoną podczas podróży po Algarve.

Z tego co pamiętam, wypożyczalnia wymagała od nas 300 € depozytu za cały wyjazd (blokowali tę kwotę na karcie, a po oddaniu samochodu w całości ją zwracali w ciągu kilku dni). Co ważne – można było posłużyć się kartą debetową (wiele wypożyczalni wymaga posiadania karty kredytowej, której nikt z nas nie miał).

Początkowo zarezerwowaliśmy czteroosobowe Twingo, co miało nas wynieść 197 € za cztery pełne dni. Niestety, samochód miał być w benzynie, nad czym nieco ubolewaliśmy, zdając sobie sprawę, że diesel bardziej by się opłacił. Jednak gdy dotarliśmy do wypożyczalni, kobieta popatrzyła na nas i zapytała, czy nie chcielibyśmy jednak samochodu pięcioosobowego i do tego w dieslu – za dodatkową opłatą jedynie 10 € na dzień. Ostatecznie więc po wyspie poruszaliśmy się Nissanem Qashqai, za 237 €.

Naszą bazą wypadową była miejscowość Santo António de Nordestinho, na samym wschodzie wyspy. To tam Kamila znalazła dwupiętrowy domek w całkiem przystępnej cenie – 150 € za całość za trzy noce.

Jeśli postanowicie wynająć samochód i/lub mieszkanie na czas wyjazdu, polecam rozejrzeć się za tym wcześniej – miesiąc przed wyjazdem powinien być optymalnym czasem. Ceny w EuropCar (i na dobrą sprawę w każdej innej wypożyczalni) są o wiele niższe, gdy rezerwuje się auto z dużym wyprzedzeniem, a z kolei mieszkania w sezonie schodzą jak ciepłe bułeczki. Warto oszczędzić sobie stresu i zająć się tym wszystkim zawczasu.


Co z autostopem i spaniem na dziko?

Nie oszukujmy się  - Azory nie są jakoś szaleńczo zaludnione. W sezonie jest tam trochę turystów, ale też bez szału; to wciąż raczej mało turystyczne miejsce. Na początku myśleliśmy, by poruszać się po São Miguel stopem, jednak jakoś w międzyczasie odeszliśmy od tego pomysłu. Już po pierwszej godzinie przemierzania wyspy samochodem pogratulowałam nam w myślach tej decyzji. Co prawda, jestem zwolenniczką teorii, że jak się chce, to się wszystko da; tak samo uważam, że jak ktoś chce się zatrzymać, żeby zabrać autostopowicza, to zrobi to, choćby ten stał w najgłupszym i najmniej komfortowym miejscu jakie można sobie wyobrazić. Jednak uważam też, że przede wszystkim trzeba brać pod uwagę bezpieczeństwo – i swoje, i cudze. Na wyspie występują prawie tylko i wyłącznie wąskie, kręte i strome drogi. My stresowaliśmy się, gdy nagle zza zakrętu pojawił się na drodze rowerzysta i trzeba go było wyminąć; co dopiero, gdyby natykać się co i rusz na stojących przy drodze ludzi. Dodatkowo ruch jest niezbyt duży, a do wielu atrakcji czy punktów widokowych prowadzą jedynie polne drogi. Moim zdaniem za dużo zachodu – szczególnie mając jedynie kilka dni na zwiedzanie. No chyba, że jedziecie na São Miguel na trzy tygodnie – wtedy to faktycznie może mieć sens.

Z kolei kwestia spania na dziko zdaje się wyglądać całkiem optymistycznie. Na całej wyspie jest bardzo dużo punktów piknikowych; zwykle delikatnie schowanych w leśnym zagajniku, z ławkami i stołami. Niektóre z nich – te większe – są nawet zadaszone, z miejscem na rozpalenie grilla. Nie widziałam nigdzie zakazu campingowania w takich miejscach, tym bardziej nie widziałam policji kontrolującej te punkty. A zwykle jest tam wystarczająco dużo miejsca, żeby schować się razem z namiotem.


Pamiętaj, że…

Pogoda na Azorach jest szalona. Zmienia się dosłownie z minuty na minutę, nawet kilkanaście razy w ciągu dnia! Dobrze mieć to na uwadze i być elastycznym ze swoimi planami zwiedzania. Czasem po dotarciu na punkt widokowy okazuje się, że chmury wiszą tak nisko, że nie da się dosłownie nic zobaczyć.

Wbrew pozorom temperatura na Azorach wcale nie jest specjalnie wysoka. Latem dochodzi zwykle maksymalnie do 25 stopni, jednak zimą nie spada poniżej 10 stopni. Niemniej, większości dnia towarzyszy chłodny wiatr i pięciominutowe mżawki. Warto wziąć dobrą kurtkę przeciwdeszczową i przeciwwiatrową i nieprzemakalne, wygodne buty.

Na São Miguel nie występują plaże, na których można się po prostu rozłożyć i leniuchować. Wybrzeże jest raczej kamieniste, a sama wyspa wprost idealna dla osób lubiących aktywny wypoczynek. Dużo szlaków, gór, lasów i jezior; jeśli więc lubisz długie spacery i niestraszne ci błoto, na pewno zakochasz się w Azorach od pierwszego wejrzenia!


Wszystkie zdjęcia są autorstwa Kamili Szczuczko oraz Kirila Kozlenko.